top of page

Psy sportowe to nie maszyny. O więzi, której nie da się wytrenować

Są psy, które zmieniają wszystko. Nie dlatego, że zdobywają medale, ale dlatego, że zmieniają nas – przewodników. To dzięki nim trafiamy na pierwszy plac treningowy, zaczynamy interesować się sportem, szukamy lepszych metod, uczymy się cierpliwości, konsekwencji i uważności. To psy, które dają impuls do działania, często zupełnie nieświadomie. Ich obecność uruchamia lawinę decyzji, które prowadzą nas w zupełnie nowym kierunku.


Ten wpis powstał z potrzeby uchwycenia tej wyjątkowej relacji – w momencie, w którym jedna z takich historii dobiegła końca. Niedawno moja przyjaciółka pożegnała psa, dzięki któremu zaczęła robić to, czym zajmuje się zawodowo. Psa, który nie był tylko „do sportu”, tylko „do pracy”. Był partnerem, przyjacielem i codziennym towarzyszem. Psem życia.


W przestrzeni publicznej często można usłyszeć, że psy sportowe czy użytkowe są traktowane jak maszyny, jak narzędzia do realizacji ludzkich ambicji. Że to tylko „sprzęt treningowy” – perfekcyjnie zaprogramowany, gotowy do działania. A przecież prawda jest zupełnie inna. Ci, którzy naprawdę trenują z psami, wiedzą, że sport to tylko fragment większej całości. Że w centrum tej relacji nie stoi wynik, ale zaufanie.


W tym tekście chcę zacząć rozmowę o relacji z psem sportowym i użytkowym. O tym, jak wygląda codzienność drużyny. O tym, co dzieje się pomiędzy startami, na treningach, w zwykłych chwilach. O tym, jak buduje się coś, co zostaje z nami na długo po tym, jak pies przestaje pracować — albo odchodzi na zawsze.


Pies rasy australian cattle dog trenuje sportowe chodzenie przy nodze w Obedience

Psy sportowe to nie maszyny – skąd bierze się ten stereotyp?


W przestrzeni internetowej nietrudno natknąć się na zarzuty wobec przewodników psów sportowych czy użytkowych: że zmuszają swoje psy do treningów, że ignorują ich potrzeby, że traktują je jak narzędzia do osiągania celów. Czasem wystarczy zdjęcie psa w czasie treningu, by wywołać falę krytyki. Problem polega na tym, że wiele z tych opinii powstaje bez znajomości realiów – bez zrozumienia, jak wygląda wspólna praca człowieka i psa, i jak złożona to relacja.


Pies sportowy nie pracuje „z musu”. Dobry trening to komunikacja w dwie strony. Przewodnik nie tylko wymaga – musi przede wszystkim słuchać. Zauważać sygnały zmęczenia, frustracji, niezrozumienia. Dostosowywać tempo pracy do możliwości psa, planować treningi w zgodzie z jego wiekiem, zdrowiem i temperamentem.


Prawdziwa drużyna nie powstaje na presji – tylko na wzajemnym szacunku.

To, że pies wykonuje trudne, precyzyjne zadania, nie oznacza, że został do tego „zaprogramowany”. Oznacza, że został nauczony – z czasem, cierpliwością i dużym nakładem pracy. Tak samo, jak człowiek uczy się czytać psa, pies uczy się czytać człowieka. To proces, który wymaga czasu i zaangażowania z obu stron. Nie da się go wymusić ani przyspieszyć.


Oczywiście – jak w każdej dziedzinie – bywają przypadki nadużyć. Psy mogą być przeciążane, ignorowane, źle prowadzone. Ale to nie jest problem sportu jako takiego, tylko nieumiejętnego lub nieetycznego podejścia jednostki. Przewodnicy, którzy traktują psy z szacunkiem, nie tylko osiągają lepsze wyniki — przede wszystkim budują z nimi coś znacznie ważniejszego niż podium: zaufanie.


Co to znaczy być drużyną?


Drużyna to coś więcej niż para: przewodnik–pies. To coś więcej niż znajomość komend, precyzyjnie wykonane ćwiczenia czy wspólne wyjazdy na zawody. Bycie drużyną oznacza, że obie strony biorą udział w procesie, każda wnosi coś od siebie i każda ma swoją rolę – równie ważną.


Bycie drużyną z psem to nie tylko wspólne wykonywanie ćwiczeń czy starty w zawodach. To codzienne decyzje, wzajemne zaufanie i umiejętność dopasowania się do siebie — nie tylko na placu treningowym, ale też w życiu. To relacja, w której każda ze stron ma swoje potrzeby i granice, a sukces mierzy się nie tylko wynikami, ale jakością współpracy.


W dobrze działającej drużynie pies nie pracuje „bo musi”, tylko dlatego, że chce — bo wie, że jego zaangażowanie ma sens. Przewodnik nie narzuca w ciemno planu, tylko obserwuje, reaguje, szuka najlepszego podejścia dla danego psa w danym momencie. I, co ważne, potrafi zrezygnować z założeń, jeśli widzi, że pies ich nie udźwignie.


Drużyna to nie tylko komunikacja w czasie treningu, ale też sposób bycia ze sobą poza pracą. To wiedza o tym, co psa uspokaja, a co go rozprasza. To umiejętność czytania drobnych sygnałów, reagowania z wyprzedzeniem, budowania przewidywalności. To też przestrzeń na błędy — po obu stronach.


Bycie drużyną oznacza, że nawet jeśli nie zawsze wszystko wychodzi, obie strony wiedzą, że mogą na siebie liczyć. A to, co się dzieje między człowiekiem a psem, ma wartość niezależnie od tego, czy ktoś to widzi, ocenia czy nagradza


Pies rasy australian cattle dog bawi się z przewodnikiem podczas treningu

Praca, która daje radość – obu stronom


Wiele osób, które nigdy nie trenowały z psem sportowym, wyobraża sobie ten świat jako nieustanne egzekwowanie zadań, powtarzanie ćwiczeń, podporządkowanie psa określonemu celowi. W rzeczywistości dobra praca z psem to nie reżim — to wspólna aktywność, która może być dla obu stron źródłem ogromnej satysfakcji.


W relacji człowieka i psa sportowego często pada pytanie: czy on naprawdę to lubi?To słuszne pytanie — i dobrze, że je sobie zadajemy. Odpowiedź jednak rzadko jest czarno-biała.


Prawda jest taka, że psy potrafią kochać pracę. Ale nie każdą i nie w każdych warunkach. Tak samo jak ludzie – mają swoje preferencje, nastroje, granice. To, że pies cieszy się na sam widok sprzętu treningowego, nie jest efektem „tresury” czy manipulacji, tylko dobrze zbudowanego skojarzenia: ten moment będzie dla nas. Psy, które lubią pracować, nie robią tego „bo muszą”. Robią to, bo chcą. Bo trening z człowiekiem to dla nich coś więcej niż zbiór ćwiczeń — to gra, zabawa, szansa na zdobycie nagrody, wspólne przeżywanie emocji, rozwiązywanie problemów, szukanie rozwiązań. Dobrze poprowadzony pies sportowy pracuje z entuzjazmem, bo wie, że ma wpływ na przebieg treningu. Że jego wysiłek jest doceniony. Że jego zaangażowanie przynosi konkretny rezultat – wspólną radość, nagrodę, kontakt z człowiekiem. Praca staje się wtedy nie obowiązkiem, ale świetną zabawą i formą komunikacji.


To nie oznacza, że każdy trening to pasmo sukcesów i śmiechu. Bywają trudne momenty, niepowodzenia, frustracje po obu stronach. Ale jeśli fundamentem relacji jest zaufanie, to nawet wtedy pies czuje się bezpieczny. Nawet te trudne momenty mogą być okazją do nauki — nie zagrożeniem.


Warto pamiętać, że to człowiek odpowiada za to, jak wygląda wspólna praca. Czy potrafi dostrzec, kiedy pies jest zmęczony? Czy potrafi zauważyć, że dana aktywność przestała sprawiać psu radość? Czy umie zrobić krok wstecz, zmienić metodę, zmodyfikować cel? Właśnie na tym polega partnerstwo — na dostosowaniu się, a nie na forsowaniu gotowego planu.


Praca z psem może być wymagająca. Ale dobrze prowadzona, przynosi satysfakcję obu stronom. Daje przestrzeń na rozwój, wspólne sukcesy — i na przyjemność z bycia razem, nawet gdy nie wszystko idzie idealnie. Radość ze wspólnej pracy to coś, czego nie da się udawać. Albo jest — albo trzeba się zatrzymać i zapytać: co poszło nie tak?


pies rasy border collie patrzy na przewodniczkę oczekując na komendę

Gdy kończy się wspólna droga


W relacji z psem sportowym czy użytkowym prędzej czy później przychodzi moment, kiedy coś się zmienia. Czasem pies nie ma już takiej motywacji do pracy jak kiedyś. Czasem jego ciało zaczyna dawać sygnały, że pora zwolnić. Bywa, że to my, przewodnicy, podejmujemy decyzję o zakończeniu treningów, bo wiemy, że tak będzie dla psa lepiej.


To trudna decyzja, ale też naturalna część wspólnej drogi. Pies, który kończy karierę sportową, nie przestaje być ważny. Nadal jest częścią codzienności — może już nie pracuje, ale wciąż towarzyszy. I nadal buduje relację, choć inaczej.


Zdarza się, że wśród wielu psów, z którymi pracujemy, jeden staje się tym „najważniejszym”. Nie dlatego, że był najzdolniejszy, najbardziej utytułowany czy bezbłędny. Tylko dlatego, że był nasz. Pies, z którym rozumieliśmy się bez słów. Który dawał z siebie wszystko, bo wiedział, że jesteśmy po tej samej stronie. Z którym tworzyliśmy coś, co trudno opisać technicznie, ale łatwo poczuć w sercu.


Pies życia to ten, dzięki któremu jesteśmy dziś tu, gdzie jesteśmy. Czasem był początkiem wszystkiego — inspiracją do zmiany drogi zawodowej, do wejścia głębiej w świat psiego sportu czy pracy użytkowej. Czasem po prostu był przy nas wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowaliśmy, choć może nawet nie byliśmy tego do końca świadomi.


To pies, który był dla nas najlepszym psem pod słońcem. Jeden na milion. Taki, którego nie da się zastąpić, nawet jeśli później w naszym życiu pojawią się inne psy, inne relacje, inne sukcesy.


Po jego odejściu zostaje cisza — ale też ogromna wdzięczność, że mogliśmy być częścią tej wspólnej historii. Że to właśnie z nim stworzyliśmy drużynę, która naprawdę coś znaczyła.


Przewodniczka trzyma za obroże psa rasy australian cattle dog na treningu gruzowiskowym

Na koniec...


Relacja z psem sportowym czy użytkowym to coś znacznie głębszego niż wspólne treningi. To codzienność, zaufanie, decyzje podejmowane z myślą o dobru obu stron. To partnerstwo, które trwa nie tylko wtedy, gdy wszystko idzie dobrze, ale też wtedy, gdy trzeba zwolnić, zmienić kierunek albo po prostu być razem — bez planu.


Nie każdy pies zostaje psem życia. Ale jeśli miałaś lub masz takiego psa — to wiesz, o czym mowa. I wiesz, że nawet po jego odejściu, bardzo wiele z tej relacji zostaje w Tobie. W sposobie myślenia, pracy, podejmowania decyzji. W tym, jak traktujesz kolejne psy.


Jeśli masz ochotę, możesz podzielić się swoją historią w komentarzu. Albo po prostu pomyśleć dziś o tym jednym, wyjątkowym psie, który był — i na zawsze już będzie — Twój.

 
 
 

Komentarze


  • Instagram
  • Facebook
  • Whatsapp

© 2024 by Paulina Kuźmińska

Bądźmy w kontakcie!

bottom of page